Cyberbezpieczeństwo jeszcze niedawno kojarzyło się z wielkimi korporacjami, działami IT i skomplikowanymi procedurami. Dziś to temat, który dotyczy każdej małej i średniej firmy. Ataki nie wybierają, a najczęściej uderzają właśnie tam, gdzie zabezpieczenia są najsłabsze. Dobra wiadomość jest taka, że strategia Zero Trust nie wymaga armii specjalistów ani wielomiesięcznych wdrożeń. Da się ją przełożyć na proste, praktyczne zasady, które można wprowadzić nawet w tydzień.
Zero Trust, czyli co właściwie?
Zero Trust to podejście do bezpieczeństwa oparte na jednym, z pozoru brutalnym założeniu: nikomu i niczemu nie ufaj domyślnie. Ani pracownikowi, ani komputerowi, ani aplikacji, ani sieci firmowej. W tradycyjnym modelu bezpieczeństwa zakładało się, że wszystko, co znajduje się „wewnątrz firmy”, jest bezpieczne. Problem w tym, że dziś granice firmy praktycznie nie istnieją. Pracujemy zdalnie, logujemy się z różnych urządzeń, korzystamy z chmury i aplikacji online. Zero Trust odpowiada na tę rzeczywistość prostą zasadą: zawsze sprawdzaj, zanim pozwolisz na dostęp.
Dlaczego MSP potrzebują Zero Trust bardziej niż korporacje
Małe i średnie firmy często myślą: „kto chciałby nas atakować?”. Odpowiedź brzmi: bardzo wielu. MSP są atrakcyjnym celem, bo:
-
mają słabsze zabezpieczenia,
-
rzadziej aktualizują systemy,
-
często korzystają z tych samych haseł,
-
nie mają dedykowanych zespołów bezpieczeństwa.
Zero Trust nie jest luksusem. Dla MSP to najprostszy sposób na ograniczenie ryzyka bez skomplikowanej infrastruktury.
Zasada numer jeden. Dostęp tylko wtedy, gdy jest potrzebny
Pierwszym krokiem do Zero Trust jest ograniczenie dostępu. Każdy użytkownik powinien mieć dokładnie taki dostęp, jaki jest mu potrzebny do pracy, i ani o jeden więcej.
W praktyce oznacza to:
-
pracownik sprzedaży nie widzi systemów księgowych,
-
zewnętrzny wykonawca ma dostęp tylko do jednego narzędzia,
-
były pracownik traci dostęp natychmiast po zakończeniu współpracy.
To zmiana myślenia, ale jedna z najskuteczniejszych. Nawet jeśli ktoś uzyska dostęp do konta, szkody są ograniczone.
Zasada numer dwa. Każde logowanie trzeba potwierdzić
Hasło przestało wystarczać. W modelu Zero Trust standardem jest uwierzytelnianie wieloskładnikowe, czyli potwierdzanie logowania dodatkowym elementem.
Może to być:
-
kod w aplikacji mobilnej,
-
SMS,
-
potwierdzenie biometryczne.
Wdrożenie tego rozwiązania w małej firmie często zajmuje kilka godzin, a blokuje ogromną liczbę ataków opartych na kradzieży haseł.
Zasada numer trzy. Nie każde urządzenie jest zaufane
W Zero Trust nie zakłada się, że komputer pracownika jest automatycznie bezpieczny. Każde urządzenie powinno spełniać podstawowe warunki:
-
aktualny system operacyjny,
-
włączone aktualizacje,
-
ochrona antywirusowa,
-
blokada ekranu.
Nie chodzi o kontrolę dla samej kontroli. Chodzi o to, by jedno zainfekowane urządzenie nie otworzyło drzwi do całej firmy.
Zasada numer cztery. Monitoruj, nawet jeśli ufasz
Zero Trust nie polega na ciągłym podejrzewaniu ludzi, lecz na obserwowaniu zachowań systemów. W praktyce warto:
-
sprawdzać, z jakich lokalizacji następują logowania,
-
reagować na nietypowe godziny dostępu,
-
ustawić alerty dla prób logowania zakończonych niepowodzeniem.
Dzięki temu wiele incydentów można zauważyć zanim przerodzą się w realny problem biznesowy.
Tydzień, który robi różnicę
Zero Trust nie musi być wielkim projektem. W małej firmie tydzień wystarczy, aby:
-
uporządkować konta i dostępy,
-
włączyć uwierzytelnianie wieloskładnikowe,
-
sprawdzić urządzenia,
-
ustawić podstawowe monitorowanie.
To nie jest pełna ochrona przed wszystkim. To solidny fundament, który znacząco podnosi poziom bezpieczeństwa.
Bezpieczeństwo jako element zdrowego rozsądku
Zero Trust nie jest modą ani kolejnym buzzwordem z prezentacji dla korporacji. To sposób myślenia, który idealnie pasuje do realiów MSP. Oparty na prostych zasadach, konsekwencji i świadomości ryzyka. W świecie, w którym ataki są coraz prostsze do przeprowadzenia, a skutki coraz droższe, brak działania staje się największym zagrożeniem. Zero Trust pozwala małym firmom odzyskać kontrolę, bez paraliżu i bez technologicznego chaosu. Bo prawdziwe bezpieczeństwo nie zaczyna się od skomplikowanych systemów. Zaczyna się od decyzji, by nie ufać domyślnie i chronić to, co naprawdę ma znaczenie.